Menu

Chylice i okolice

czyli Piaseczno, Konstancin i inne miejscowości w dawnych i niedawnych czasach...

Kościół w Piasecznie, cz. 2

chyliceiokolice

Opisana w poprzednim poście pomyłka, tylko pozornie nie ma żadnego znaczenia. To zapewne z pomieszania historii dwóch piaseczyńskich kościołów odległych od siebie o niemal 250 kilometrów narodziła się, rozpowszechniana do dzisiaj, wersja o powstaniu pierwszego kościoła w mazowieckim Piasecznie już w połowie XIV wieku.

W tym czasie został zbudowany tylko murowany kościół w Piasecznie koło Gniewu (drewniana świątynia istniała tam już znacznie wcześniej). Fundatorem był najprawdopodobniej wielki mistrz zakonu krzyżackiego w latach 1345-1351, Heinrich Dusemer. Jego nazwisko i data ukończenia budowy czy też fundacji (rok 1348) została umieszczona na ceramicznym fryzie obiegającym tamtejsze prezbiterium. Fundacja ta mogła mieć związek z wygraną na początku lutego bitwą nad rzeką Strawą w pobliżu Kowna, kiedy to armia krzyżacka pokonała broniących Żmudź Litwinów. Od tego czasu wojska litewskie nie były już w stanie skutecznie powstrzymywać najazdów krzyżackich. Zdaniem niektórych historyków litewski książę Kiejstut musiał zwrócić się o pomoc do polskiego króla Kazimierza Wielkiego, który miał poprzeć u papieża jego starania o przyjęcie chrztu przez Litwę. Rozmowy były wprawdzie prowadzone w następnych latach, jednak nie przeszkodziło to w prowadzeniu dalszych działań wojennych pomiędzy Polską a Litwą. Chrystianizację rdzennej Litwy rozpoczęto dopiero w 1387 roku, a Żmudzi jeszcze kilkadziesiąt lat później. Stało się to już w czasie panowania Władysława Jagiełły.

Henryk Dusemer

Rzekomo około 1350 roku miał powstać także pierwszy drewniany kościół w podwarszawskim Piasecznie. Zwykle podaje się, że wiadomości te ustalił na podstawie nieznanego źródła lub przekazów ustnych Oskar Kolberg, który był jednak przede wszystkim etnografem i interesowały go zupełnie inne zagadnienia niż architektura sakralna. Zresztą opublikowana przez niego w 1885 roku informacja podaje datę wcześniejszą niż rok 1350: „Piaseczno, osada nad rzeką Jeziorną, była od r. 1492 miastem erygowanym przez Jana ks. Mazowieckiego i miała starostwo niegrodowe. Starożytny, murowany kościół tutejszy wzniesiony był w początkach XIV wieku”.

Pomimo tych różnic, wersja o wybudowaniu pierwszego kościoła w Piasecznie około 1350 roku przez lata była uznawana za jedyną właściwą. Co więcej, skoro nikt nie kwestionował daty, to szybko „ustalono”, że kościół został ufundowany przez księcia czerskiego Siemowita III, chociaż akurat w tym roku władcą ziemi warszawskiej, w której położone jest Piaseczno, był jego młodszy brat Kazimierz I. Tadeusz Żmudziński w przedwojennej monografii miasta podał nawet obszerny opis piaseczyńskiej świątyni, która w wielkim skrócie wyglądać miała po prostu „jak setki kościołów polskich w owym czasie”. Według niego, ten pierwszy drewniany kościół miał spłonąć „w połowie XV wieku wraz z większością domów i ratuszem”.

Dopiero w 1973 roku powyższe wiadomości zweryfikował mediewista Tadeusz Lalik w podstawowym opracowaniu dotyczącym historii Piaseczna. Autor jednoznacznie stwierdził, że brak kościoła jeszcze kilkadziesiąt lat po formalnym osadzeniu miasta w 1429 roku był dużą przeszkodą w rozwoju tej miejscowości, a mieszkańcy musieli uczęszczać do świątyni w nieco odległym Jazgarzewie. Pierwsze znane nadania dla piaseczyńskiego kościoła miały miejsce dopiero w 1458 roku, kiedy po dłuższej przerwie spowodowanej śmiercią księcia Janusza Starszego (zmarł miesiąc po nadaniu Piasecznu praw miejskich), ponownie rozpoczęto proces lokacji Piaseczna.

W XIV stuleciu ani nawet w pierwszej połowie następnego wieku w mieście nie było jeszcze ani kościoła, ani tym bardziej ratusza, a wspomniany przez Żmudzińskiego pożar Piaseczna miał miejsce dopiero kilkadziesiąt lat później (około 1525/1526 roku), a nie w połowie XV wieku. Dopiero po tym tragicznym wydarzeniu powzięto decyzję o budowie nowego, tym razem murowanego kościoła, który stoi przy piaseczyńskim rynku do dzisiaj.

Kościół

Niestety, ustalenia Tadeusza Lalika, kilkukrotnie przytaczane także przez Ewę i Włodzimierza Bagieńskich w publikacjach o Piasecznie, a od pewnego czasu umieszczone (bez podania autorów) także na stronie internetowej parafii, są w niewytłumaczalny sposób ignorowane, być może w myśl zasady, że im tradycja starsza, tym lepsza. Nawet na stojącej przed kościołem tablicy promującej Szlak Książąt Mazowieckich jako data powstania pierwszego kościoła w Piasecznie umieszczony został rok 1350, a jako fundator książę Siemowit III.

Gwoli ścisłości należy na koniec dodać, że o wcześniejszym powstaniu piaseczyńskiego kościoła wspominał przed drugą wojną światową Marian Stefanowski twierdząc nawet, że piaseczyński „kościół spotykany jest w aktach w r. 1400, mógł jednak istnieć już przedtem. Był on wtedy p.w. Świętego Macieja i Świętej Anny”. Niestety, brak bliższych szczegółów dotyczących wspomnianych akt, a pierwszy konkretny dokument, który wymienia ten autor to dokument z 1458 roku, „wystawiony przez Annę, żonę księcia Bolesława mazowieckiego”. Wiadomości o wspomnianych aktach z 1400 roku najprawdopodobniej nie uda się już zweryfikować, bowiem większość dokumentów do których miał wgląd Marian Stefanowski została zniszczona w 1944 roku w czasie powstania warszawskiego.

Kościół w Piasecznie, cz. 1

chyliceiokolice

Niemal 150 lat temu w jednym z warszawskich czasopism ukazał się jeden z pierwszych artykułów o piaseczyńskim kościele. Jego autorem był korespondent posługujący się pseudonimem Rzemieślnik z Mostowej ulicy. Niestety, tekst ten nie jest wolny od błędów, a niektóre z zawartych w nim informacji zostały później zamieszczone między innymi przez Bronisława Chlebowskiego w monumentalnym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego. Tym ostatnim posługuje się do dzisiaj duża liczba autorów, a utrwalone w nim niewłaściwe informacje są niekiedy bezkrytycznie powielane pomimo ich weryfikacji w nowszych opracowaniach.

Oto fragment tekstu Rzemieślnika z Mostowej ulicy: „Starożytne gmachy obudzają w nas podobne uczucie poszanowania, jakiego doznajemy wchodząc do grona szronem siwizny okrytych starców. Tym bardziej zaś jeżeli owe gmachy przez przeciąg wielu wieków ku czci Pana zastępów przeznaczone były. Takiego uczucia dozna zapewne każdy przekraczając progi przekraczając progi kościoła w mieście Piasecznie, położonym w guberni i powiecie Warszawskim, nad rzeką Jeziorną. Kościół ten należy do najstarożytniejszych w kraju, albowiem został założony w ostatnich latach XIV-go wieku. Zbudowany pierwotnie pod wezwaniem Ś-go Macieja i Ś-tej Anny, później nosił tytuł Wszystkich Świętych. Kościół tutejszy dobrze był uposażony przez Annę księżnę Mazowiecką, żonę Bolesława, jak to pokazuje przywilej wydany 1458 roku, z kościoła tego boczne ściany pozostały w dawnym stanie, a z tych tylna mianowicie odznacza się oryginalną strukturą, budzącą podziw znawców i miłośników architektury. Kościół w Piasecznie odnawiał roku 1726 własnym kosztem August Sułkowski, tutejszy starosta. Przy tej restauracji odmieniono kształt dachu, dając go w jednej wysokości zarówno nad tylną, jak i nad przednią częścią. Wówczas postawiono też na ścianie szczytowej figurę ś. Jana Nepomucena, która po dziś dzień ją zdobi. Przy powtórnej restauracji w r. 1833 mury jego częścią tynkiem obrzucono, a częścią tylko pobielono. Wielki ołtarz, ufundowany przez Augusta Sułkowskiego, ma niezły obraz ś. Trójcy i pięknie jest zbudowany. Również zwraca uwagę obraz ś. Anny, umieszczony w jednym z bocznych ołtarzy, dobrego, acz nieznanego pędzla. Niegdyś było zapewne niemało nagrobków, obecnie same tylko ślady gdzieniegdzie w posadzce się dochowały. O samym mieście, a raczej miasteczku, Piasecznie niewiele da się powiedzieć. Niegdyś zamożne, dziś posiada 96 domów, 1328 głów ludności, magistrat, stacją pocztową i 6 jarmarków do roku”.

W dalszej części redakcja czasopisma zwróciła w przypisie uwagę, że autor podał informacje dotyczące innego Piaseczna, jednak najprawdopodobniej już sama, jako ilustrację do tego tekstu, załączyła błędną podobiznę opisywanego kościoła:

 Kościół w Piasecznie

Zamieszczony wizerunek przedstawia kościół zbudowany jak najbardziej w Piasecznie, jednak tym znajdującym się na Pomorzu, a nie na Mazowszu. W chwili pisania artykułu miejscowość ta nosiła niemiecką nazwę Peshken i była położona w granicach Prus.

Obecnie jest to województwo pomorskie, powiat tczewski, gmina Gniew. Choć pomorskie Piaseczno było i jest do dzisiaj tylko wsią, to w 1868 roku posiadało aż 139 domów mieszkalnych i 1066 mieszkańców, czyli niemal tyle samo co mazowieckie miasto o tej samej nazwie. Ma o wiele starszy murowany kościół, który zbudowany został w połowie XIV wieku przez Krzyżaków, a obecnie stanowi część prezbiterium. W znacznie później rozbudowanym do trzech naw kościele zachowała się między innymi zabytkowa lipowa Figura Matki Bożej Piaseckiej z II połowy XIV wieku. Nieopodal kościoła znajduje się źródełko (studzienka), a wypływająca z niego woda ma ponoć uzdrawiające właściwości. W XVII wieku w Piasecznie często bywał późniejszy zwycięzca spod Wiednia Jan Sobieski, który był wówczas starostą w pobliskim Gniewie. Do dzisiaj miejscowość ta jest celem licznych pielgrzymek.

 00169

Piaseczno koło Gniewu, fot. Henryk Poddębski, przed 1939 r.

Pomimo niewielkiej odległości dzielącej mazowieckie Piaseczno od Warszawy i możliwości obejrzenia kościoła w naturze, nikt z otoczenia wydawcy czasopisma nie zwrócił uwagi na tak poważną pomyłkę. Jak trafnie podsumował swój artykuł Rzemieślnik z Mostowej ulicy, „łatwiej często dowiedzieć się o tym co się dzieje w Ameryce, aniżeli w miejscowości o kilka mil odległej”.

                                                                                                               Cdn.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Syn, synowiec, czy królewski bękart? O Franciszku Ryxie młodszym, cz. 3

chyliceiokolice

Niezależnie od ustalenia ojcostwa, urodzony najpewniej około 1751 roku Franciszek Ryx (młodszy) wychowywał się zapewne w bliskim otoczeniu swojego stryja, przebywającego przynajmniej od początku lat sześćdziesiątych na dworze Poniatowskiego. Początkowo był najprawdopodobniej jednym z królewskich paziów, a następnie rozpoczął karierę wojskową, chociaż raczej nie uczęszczał do Korpusu Kadetów, bowiem zwykle przyjmowano do niego młodzieńców pochodzenia szlacheckiego. Dość późno, bo dopiero 14 czerwca 1779 roku (miałby wtedy aż 28 lat!) otrzymał pierwszy patent oficerski i oficjalnie został porucznikiem w Regimencie Grenadierów Wojska Koronnego, który stacjonował w odległej twierdzy kamienieckiej na Podolu. Nie służył tam jednak zbyt długo, bowiem już 26 III 1781 roku podał się do dymisji „dla ważnych przyczyn”. Nie wiemy co było powodem opuszczenia Kamieńca, chociaż można przypuszczać, że dzięki staraniom stryja mógł liczyć na znacznie lepsze stanowisko, na dodatek w bardziej „reprezentacyjnym” miejscu, co pośrednio potwierdza dalszy przebieg jego kariery wojskowej.

Franciszek Ryx młodszyFranciszek Ryx (młodszy) na obrazie Jana Chrzciciela Lampiego (fot. Michał Glinicki)

30 grudnia 1783 roku Ryx otrzymał awans na kapitana sztabowego. Służbę wojskową kontynuował w piątym Regimencie Pieszym wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego, który stacjonował wówczas w Wilnie. Chociaż Ryx był dalej na etacie wspomnianego regimentu, to już 6 lutego następnego roku został mianowany adiutantem 1 Dywizji Litewskiej. Opis  podobnej adiutantury Juliana Ursyna Niemcewicza przekazał później w efektowny sposób Karol Zbyszewski: „funkcja ta nie przysparzała wiele roboty, w Różance był tylko mały oddział gwardii litewskiej sprowadzonej przez księcia dla wypróbowania nowych metod musztry. Rano, gdy była ładna pogoda, książę zasiadał na ganku i ćwiczył żołnierzy, ale ze nie znał ani starej, ani nowej komendy, gwardziści nie wiedzieli która prawa, która lewa noga, więc wkrótce wszystko zaplątywało się tak, iż jedynym ratunkiem było pójście na śniadanie. (…) Nie lubiący długo przebywać na jednym miejscu książę [generał lejtnant Adam Kazimierz Czartoryski] wyruszył na objazd amii litewskiej, która liczyła prawie 5000 ludzi. Pułki po 100 albo 50 żołnierzy stacjonowały latami w tychże miasteczkach; na rynku, pośród tłumu żydziąt oraz kobiet i dzieci siedzących z zainteresowaniem jak mąż lub tata się spisują - czynił książę z powaga przegląd dwóch króciutkich szeregów. Żołnierze nie znali postawy na baczność, stali jak dziady pod kościołem opierając się na strzelbie z zeszłego stulecia, na szabli lub po prostu na grubym kiju. Oficerów było zwykle więcej niż szeregowych, szlachta kupowała za paręset dukatów rangę porucznika czy pułkownika, z okazji rewii zjeżdżali się wszyscy, bo solidna pijatyka była zapewniona. Wojsko, choć tak nieliczne, wzbudzało wielki lęk u spokojnych obywateli. Gdy zalegano mu z żołdem, rzucało się na okolicę, rabując niczym Tatarzy, gdy porucznik potrzebował pieniędzy, a był zajazd w sąsiedztwie - wypożyczał za skromną opłatą cały pułk; sejmiki były żniwem dla żołnierzy, za talara rąbano kogo wskazano”.

Jak trafnie przypuszczała przed laty Hanna Malewska, Ryx w kampanii 1792 roku „raczej nie wojował wcale lub bardzo mało. Zbyt dużo atrakcji przedstawiała dla niego stolica (…)”. Co więcej, według jej opinii ostatni patent oficerski został po prostu zakupiony przez bogatego i wpływowego stryja. Jak się okazuje, Franciszek Ryx rzeczywiście odszedł z wojska kilka lat przed wspomnianą wojną. Na własną prośbę podał się do dymisji już 12 października 1787 roku. Odchodząc z armii otrzymał pozytywną opinię króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i dodatkowo stopień majora: „służąc w tymże pułku nie mały czasu przeciąg sprawował się chwalebnie i powinnościom wszystkim, które do dobrego oficera należały, pilnie i umiejętnie zadość czynił (…) przez wzgląd na jego dobre usługi rangą go majorowską zaszczycamy i wszystkim do kogo należeć będzie, rekomendujemy”. 

 Regiment Pieszy Grabowskiego

Żołnierze Regimentu Pieszego ok. 1775

Niewykluczone, że służba wojskowa i zdobycie odpowiedniego stopnia oficerskiego były sposobem na uzyskanie przez Franciszka Ryxa nobilitacji. Ryx, który nie był naturalnym ani nawet przybranym synem starosty, a tylko jego synowcem, z oczywistych powodów nie otrzymał po nim szlachectwa. Chcąc je uzyskać, musiał więc czynić odpowiednie starania. Gwoli przypomnienia, jego stryj Franciszek Ryx (starszy) został nobilitowany już na sejmie w 1768 roku, a major uzyskał szlachectwo dopiero w grudniu 1790 roku.

Zapewne w tym czasie dymisjonowany major Ryx przebywał już w Warszawie, gdzie być może z pomocą wpływowego stryja czuwał nad pomyślnym przebiegiem nobilitacji. Za obecnością w stolicy przemawiały także sprawy osobiste. Mniej więcej w tym czasie ożenił się z protegowaną królewskiego kamerdynera – Ludwiką Collignon, wspominaną już córką zmarłego Henryka Collignon, przez krótki czas właściciela Pałacu pod Blachą. Tym samym zawarte zostało drugie małżeństwo, w którym małżonkami byli Ludwika i Franciszek Ryxowie, co przyczyniło się do późniejszych pomyłek w rozpoznawaniu tych osób.

Cdn.

 

O Kononowiczu, Warce i Warcie czyli o tym jak jedna litera robi wielką różnicę

chyliceiokolice

Po bitwie pod Chojnowem Władysław Kononowicz opuścił teren wojewodztwa mazowieckiego i kontynuował działalność powstańczą w lasach należących już do województwa sandomierskiego. Na początku czerwca 1863 roku został jednak schwytany przez Rosjan w miejscowości Zawady niedaleko Jedlińska. Przewieziono go następnie do Warki, gdzie ścigający go rosyjski generał Mikołaj Iwanowicz Meller-Zakomelski skazał go naprędce na karę śmierci. Wyrok wykonano 4 czerwca podczas publicznej egzekucji na wareckich błoniach.

Władysaw Kononowicz

Władysław Kononowicz

 

Razem z Kononowiczem rozstrzelano jego adiutantów Edmunda Sadowskiego i Feliksa Łabędzkiego. Dopiero po odzyskaniu niepodległości, w miejscu w którym odbyła się egzekucja powstał poświęcony poległym powstańcom pomnik w kształcie niewielkiego kopca. 

Warka

 

Na ustawionym przy krzyżu głazie znajduje się, słabo dzisiaj czytelny napis, na którym zwracają uwagę niewłaściwe inicjały imion adiutantów Kononowicza:

KU UCZCZENIU

PAMIĘCI ROZSTRZELANYCH NA TYM MIEJSCU

DNIA 4. VI. 1863 R. UCZESTNIKÓW

POWSTANIA 1863 R.

PPŁK. KONONOWICZA WŁADYSŁAWA

KPT. W. SADOWSKIEGO

PODOF. E. ŁABĘDZKIEGO

WARKA 1960 R.                 SPOŁECZEŃSTWO WARKI

Co ciekawe, nie jest to jedyny pomnik poświęcony Kononowiczowi i jego adiutantom. Drugi pomnik upamiętniający wymienionych wyżej powstańców znajduje się w odległej o blisko 200 km Warcie w powiecie sieradzkim w województwie łódzkim.

Tamtejszy monument został ufundowany w 1963 roku przez miejscowy ZBoWiD i przez kilkadziesiąt lat wyglądał jak na zdjęciu poniżej:

 07572

Pomnik powstańców w Warcie ok. 1986 r., fot. Janusz Marszałkowski (zbiory Powiatowej Biblioteki Publicznej w Sieradzu)

 

Jednak w latach dziewięćdziesiątych na pomniku umieszczona została nowa tablica z nazwiskami poległych pod Wartą i Poprężnikami oraz straconych w Warcie powstańców. Wśród straconych powstańców wymienieni zostali między innymi:

 

WŁADYSŁAW KONONOWICZ

DOWÓDCA POWSTAŃCZY NA MAZOWSZU I W SANDOMIERSKIM

ROZSTRZELANY W WARCIE 3 VI 1863

 

EDMUND SADOWSKI /NAŁĘCZ/

DOWÓDCA POWSTAŃCZY Z MAZOWSZA

ROZSTRZELANY W WARCIE 3 VI 1863

 

SAWICKI

OFICER Z ODDZ. W. KONONOWICZA

ROZSTRZELANY W WARCIE 3 VI 1863

 

ŁABĘDZKI

OFICER Z ODDZ. W. KONONOWICZA

ROZSTRZELANY W WARCIE 3 VI 1863

 108335646_by_Yaqboo1

 Pomnik powstańców w Warcie, 2014, fot. Yaqboo

 

W rzeczywistości Kononowicz, Sadowski i Łabędzki rozstrzelani zostali w Warce a nie w Warcie, i nie 3 czerwca, lecz dopiero dzień później. Czwarty z wymienionych powstańców – Sawicki, jest zapewne tożsamy z Edmundem Sadowskim. Jego nazwisko zniekształcił w swoim pamiętniku wydanym we Lwowie w 1890 roku Antoni Drążkiewicz, on też podał 3 czerwca jako datę śmierci wymienionych powstańców. Jednak jako miejsce rozstrzelania podał prawidłowo Warkę a nie Wartę.

Zdaje się, że najwcześniej pomylił Warkę z Wartą Hipolit Stupnicki, autor wydanego już w 1865 roku we Lwowie Imionospisu poległych i straconych ofiar powstania 1863 i 1864 roku, chociaż niewykluczone, że był to błąd zecera składającego czcionki. Jednakże podane przez Stupnickiego informacje różnią się nieco od tych umieszczonych obecnie na płycie pomnika, bowiem według Stupnickiego Kononowicz został rozstrzelany w Warcie 2 czerwca, a „Łabęcki” i „Sadkowski” dopiero dwa dni później. Nie wymienił natomiast Sawickiego z oddziału Kononowicza.

Zapewne na podstawie tych (i być może innych) opracowań powstała treść umieszczona na pomniku. Znajdujące się na płycie błędne informacje są niestety do dzisiaj powtarzane w przewodnikach i informatorach turystycznych, a nawet przez istniejącą do kwietnia tego roku Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (http://groby.radaopwim.gov.pl/grob/11613/)... O rozstrzelaniu Kononowicza i jego podwładnych w Warcie pisali ostatnio Monika Sobczak-Waliś i Grzegorz Waliś w opracowaniu "Miejsca pamięci powstania styczniowego na terenie powstańczego województwa kaliskiego, Kalisz 2013, s. 124, chociaż w bibliografii powołują się między innymi na prace Aleksandra Nowoleckiego (1867) i Stanislawa Zielińskiego (1913), w których miejsce i data ich rozstrzelania zostały podane prawidłowo (jedynie w przypadku Łabędzkiego, Nowolecki podał, że zginął w Warcie, ale jest to zapewne zwykła literówka).

Pracownicy Muzeum Miasta i Rzeki Warty przy Oddzale PTTK w Warcie im. E. Kaleniewicz przez trzy tygodnie nie znaleźli niestety czasu, aby dokładniej ustalić, kto jest autorem pamiątkowej tablicy. Według przeprowadzonej rozmowy telefonicznej był to podobno  jakiś komitet działający przy Urzędzie Wojewódzkim w Sieradzu...

Niestety, nie jest to jedyny przykład nadgorliwości lokalnych społeczników, którzy niejako na siłę próbują odnaleźć bohaterów z przeszłości, umieścić ich nazwiska na pamiątkowych płytach, a na dodatek powiązać ich z zamieszkiwanym przez nich terenem. Inicjatywa jak najbardziej warta pochwały, jednakże zazwyczaj wymagająca również odpowiedniej weryfikacji, do której wystarczą niekiedy podstawowe słowniki biograficzne. Ciekawe też, czego dowiadują się o Kononowiczu uczniowie miejscowych szkół i czy mieszkańcy Warty wiedzą kim był Władysław Kononowicz?

Jak pradziadek Puszkina został pogromcą Kononowicza czyli o bitwie pod Chojnowem w 1863 roku

chyliceiokolice

Chwilowo przerwę opisywanie dalszych losów rodziny Ryxów, a dokładniej ich powiązań z Piasecznem, ponieważ wczoraj przypadała kolejna rocznica jednej z niewielu bitew powstania styczniowego stoczonych na terenie dzisiejszego powiatu piaseczyńskiego.

19 maja 1863 roku oddział majora Władysława Kononowicza stoczył pod Chojnowem (Pilawą) nieudaną potyczkę z wojskami rosyjskimi maszerującymi z Warszawy przez Piaseczno w kierunku Góry Kalwarii. Rosyjski oddział dowodzony przez pułkownika Władimira Aleksandrowicza Naswietiewicza miał połączyć się w Łubnej z większym oddziałem generała Nikołaja Iwanowicza Meller-Zakomelskiego, który dzień wcześniej stoczył zwycięską bitwę pod Nową Wsią. Rosjanie rozbili tam powstańczy oddział utworzony przez Hipolita Jaworskiego (w powstaniu działał pod pseudonimem Jan Drewnowski), dowodzony wówczas przez dowódcę jazdy Władysława Grabowskiego. W trakcie nierównej walki na polach pomiędzy Warką a Grójcem poległo co najmniej 30 powstańców, a 180 trafiło do rosyjskiej niewoli. Większość z pojmanych (140) nieco okrężną drogą przez Górę Kalwarię była następnie prowadzona do Warszawy. Rosyjski generał obawiał się jednak przebywających w okolicy innych powstańczych oddziałów i na wszelki wypadek poprosił o przysłanie mu z Warszawy posiłków. To z nimi, a nie z główną kolumną gen. Meller-Zakomelskiego starł się pod Chojnowem oddział majora Władysława Kononowicza.

Z okazji okrągłej, 150 rocznicy bitwy, trzy lata temu ukazał się artykuł Piotra Chmielewskiego „Syberia albo śmierć”, w którym autor przypomniał te wydarzenia („Nad Wisłą” 2013, nr 17 (424), s. 10), dostępny na stronie internetowej tygodnika: http://www.nadwisla.pl/pliki/pdf/gazeta_424.pdf). Nie odnoszę się w tym miejscu do tekstu, który wymaga kilku kolejnych sprostowań, a tematem tego wpisu jest podobizna rosyjskiego generała wykorzystana jako uzupełnienie wspomnianego artykułu.  

Wizerunek rosyjskiego oficera podpisany jako „generał Meller-Zakamelski”, jest właściwie zdjęciem olejnego portretu, znajdującego się obecnie w jednym z rosyjskich muzeów. W wersji zamieszczonej w gazecie, zapewne już po obróbce graficznej czyli w odcieniach szarości wygląda normalnie i nie budzi tyle ciekawości co oryginał. Pozornie wydaje się, że to jeden z portretów jakich wiele.

 Nowy11

Jednak w kolorze portret ten wygląda zupełnie inaczej:


Meller-Zakomelski

Rzuca się w oczy przede wszystkim nietypowy, oczywiście jak na rosyjskiego generała, kolor twarzy osoby uwiecznionej na obrazie. Dla porównania, poniżej kolorowy portret innego rosyjskiego generała - Fiodora Berga (1790-1874), namiestnika Królestwa Polskiego, namalowany przez Leopolda Horowitza, a znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.

mp2337

Portret rosyjskiego generała nie przedstawia jednak pogromcy Kononowicza - gen. Nikołaja Iwanowicza Meller-Zakomelskiego, bowiem uwieczniony na płótnie generał w czasie powstania styczniowego od ponad siedemdziesięciu lat już nie żył. Kim zatem był ciemnoskóry oficer sportretowany przez nieznanego malarza? Przez dziesiątki lat portret ten był jednoznacznie opisywany jako podobizna pochodzącego z Afryki pradziadka Aleksandra Puszkina - gen. Abrama Piotrowicza Hannibala (ok. 1696-1781), bohatera niedokończonej powieści pod tytułem „Murzyn Piotra Wielkiego”.  

Według drugiej wersji, generał przedstawiony na obrazie to „mocno opalony” bohater wojny rosyjsko-tureckiej, gen. Iwan Iwanowicz Meller-Zakomelski (1725-1790).

Toczący się przez wiele lat spór o rozpoznanie generała z portretu nie został zdaje się ostatecznie rozstrzygnięty, jednak niewątpliwie wiadomo, że generał-major Nikołaj Iwanowicz Meller-Zakomelski (1813-1887), który ścigał Kononowicza w maju i czerwcu 1863 roku wyglądał zupełnie inaczej:

 MellerZakomelskij_Nikolaj_Ivanovitch

© Chylice i okolice
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci